Notka stosunkowo długa, bo stwierdziłam, że nie będę już tego zakończenia wszystkich wątków dzielić na dwa. Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się rozczarowany zakończeniem :)
Jeśli chodzi o kwestię, czy należy sie po mnie spodziewać jeszcze jakiejś twórczości blogowej - nie wykluczam. Aczkolwiek raczej niespecjalnie prędko. Ostatnio wróciła mi chęć na pisanie, więc piszę, owszem, ale czy to kiedykolwiek ujrzą jakieś oczy poza moimi - trudno rzec.
Miłego!
---------------------------------------------------------------------------------
Niechętnie wracała do akademika. Przyszedł jej podczas tego spaceru do głowy genialny pomysł i najchętniej wprowadziłaby go w życie od zaraz. Przeniesie się do Princeton, do Wiebke, Seymoura i Alberta. Jeśli będzie musiała, zacznie tam od początku – od pierwszego roku. Ale tu nie zostanie na pewno – to już postanowiła z całą stanowczością.
Ale tymczasem wciąż była tutaj i musiała stawiać czoła zbliżającemu się konkursowi na Miss, który nawet nie należał do niej. Josh miał rację i wiedziała o tym – Liz słowem nie wspomni, że korzystała z czyjejkolwiek pomocy, a co dopiero, że ktoś zrobił wszystko za nią. Ale teraz było za późno, żeby się wycofać. Wszystko chodziło, jak w zegarku i gdyby panna Wilkox została teraz z tym sama, to z całą pewnością wszystko by z powrotem zniszczyła. Za duży miała Hanka szacunek do własnej pracy, żeby pozwolić ją zniszczyć w kilka godzin. Niech już mają swój konkurs i swoją Miss. A że to miała być impreza otwarta, żeby mieszkańcy miasta też mogli choć częściowo wziąć w niej udział, to niech jedna Liz Wilkox nie przyniesie wstydu całej uczelni.
Już miała nacisnąć klamkę do pokoju, kiedy do jej uszu doleciał czyjś śpiew, więc zamarła w bezruchu. Głos był przytłumiony, jakby właścicielka nie chciała być za głośno, ale mimo to był bardzo ładny i dźwięczny. I co najbardziej zdumiało w tym wszystkim Hankę – należał do Sylwii. Jak najciszej otworzyła drzwi i ostrożnie wsunęła się do pokoju. Jej współlokatorka krzątała się tyłem do niej, więc nawet nie zauważyła, że nie jest sama. Na usta Hanki mimowolnie wkroczył mały uśmiech zadowolenia, czego nie można powiedzieć o Sylwii. Ta, jak tylko się odwróciła i zobaczyła koleżankę, urwała piosenkę i wydała z siebie zduszony okrzyk przerażenia.
- Spokojnie, to tylko ja. - powiedziała z rozbawieniem Hanka – Tak sobie pomyślałam... nie chciałabyś wyświadczyć mi małej przysługi?
- Jakiej? - zapytała Sylwia, szczęśliwa, że Hanka słowem nie wspomniała o jej śpiewie.
- Zaśpiewaj w przerwie wyborów Miss. - poprosiła Hanka spokojnie, podczas gdy na twarz Sylwii wkroczył wyraz strachu i wstydu – Świetnie ci szło, a dziewczyna, która miała zaśpiewać, zachorowała.
- Nie mogę, przykro mi. - oznajmiła w końcu dziewczyna, odwracając się do okna.
- Dlaczego? Przecież to dzień wolny od zajęć, wszyscy i tak mają być na konkursie. - zauważyła Hanka rzeczowo.
- Tu nie chodzi o to, że nie mam czasu. - zaprzeczyła szybko Sylwia – Po prostu nie mogę. Nie umiem śpiewać.
- Słyszałam coś zupełnie innego. Przed chwilą, z zza drzwi. - powiedziała z rozbawieniem Hanka, wiedząc już doskonale, o co chodzi – Wiesz, ktoś mi kiedyś powiedział, że nie ma w tym nic złego, kiedy robisz coś, co sprawia ci przyjemność i możesz jednocześnie robiąc to sprawić przyjemność komuś innemu. A moim zdaniem możesz sprawić wszystkim bardzo dużo przyjemności, występując przed nimi.
- Skoro taka jesteś mądra, to dlaczego sama przed nimi nie zatańczysz?! - zawołała ze złością Sylwia, odwracając się do niej energicznie.
- Bo nie mam lewego, małego palca u nogi i lekarz zabronił mi trenować w najbliższym czasie. - przypomniała wyrozumiale Hanka, uśmiechając się nieznacznie – Choć przyznaję ci rację, sama też nienawidzę występów publicznych i cieszę się, że tym razem mam wymówkę.
- Sama widzisz. - stwierdziła Sylwia z satysfakcją, zakładając ręce na piersi.
- Posłuchaj, jesteś dobra. Powinnaś występować publicznie, a im szybciej zaczniesz, tym szybciej stanie się to dla ciebie łatwiejsze. - zapewniła Hanka, podchodząc do Sylwii i delikatnie chwytając ją za ramiona – Poza tym... proszę. Naprawdę bardzo mi pomożesz. - dodała, patrząc na nią błagalnie.
- Co miałabym zaśpiewać? - zapytała w końcu Sylwia – Nie mam żadnego swojego repertuaru.
- Możemy wykorzystać to, co miała zaśpiewać tamta dziewczyna. - stwierdziła Hanka, wypogadzając się natychmiast – Gdzieś mam tu tę kartkę. - dodała, przeszukując dziesiątki teczek, w których trzymała różne papiery – Jest! - zawołała w końcu triumfalnie, podając repertuar współlokatorce – To głównie znane piosenki, więc nie powinno być problemu. Jeśli nie masz dostępu do tekstu, daj mi znać, załatwię to.
- Naprawdę myślisz, że to dobry pomysł? - zapytała niepewnie Sylwia, biorąc od Hanki kartkę.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. - zapewniła Hanka uspokajająco – Cały czas będę gdzieś w pobliżu, jakbyś potrzebowała wsparcia duchowego. Wszystko będzie dobrze.
- Ale... ta blondyna, organizatorka, na pewno się zgodzi? - zawahała się znów Sylwia – To znaczy... nie prezentuję się zbyt atrakcyjnie...
- Sylwia, nie bierzesz udziału w wyborach, tylko masz śpiewać, jasne? Ubierzemy cię ładnie, pomalujemy i będziesz się prezentować bardzo atrakcyjnie. - stwierdziła Hanka – A co do Liz to się nie masz czym przejmować. Zgodzi się na wszystko.
*
Oczywiście Hanka czuła się potem bardzo podle. W końcu zdała sobie sprawę, że nie chodziło przecież o to, że Sylwia musi przyzwyczajać się do publicznych występów, ale o to, że ona musiała kogoś do tego występu znaleźć, a Sylwia się nawinęła. I jasne było, że nie stawi oporu dość dobrym argumentom i że ostatecznie nie odmówi. Co jak co, ale asertywna ta dziewczyna nie była, a Hanka to właśnie bezczelnie wykorzystała. I dlatego leżąc w łóżku na dzień przed finałem wyborów i wojując z własnym kacem moralnym, obiecała sobie, że zrobi wszystko, żeby ten występ był na Sylwii jak najmniejszą traumą.
W dniu finału zamieszanie panowało od samego rana. Zwłaszcza wśród organizatorów, czyli głównie dla Hanki. Choć i Liz biegała w tę i z powrotem z tym, że głównie siała panikę i histerię wśród uczestniczek i członków swojej ekipy. Ale Hanka i tak najwięcej problemów miała z Sylwią, która w ogóle nie chciała wstać z łóżka. Od świtu Hanka musiała na nią oddziaływać i przekonywać i prosić i przypominać. A Liz wcale nie pomagała jej w uspokojeniu wokalistki.
- Nie pójdę! - oznajmiła stanowczo Sylwia, nakrywając głowę kołdrą.
- Zlituj się, dziewczyno! - zawołała Hanka, usiłując zerwać ze współlokatorki nakrycie – Nie zjedzą cię! Obiecałaś mi!
- Nie chcę! - powiedziała tamta i w tej chwili zabrzmiało głośne pukanie do drzwi i zaraz bez zaproszenia Liz wkroczyła do ich pokoju.
- Hannah, ty wciąż tutaj?! - rzuciła cała w nerwach – Jesteś mi potrzebna na auli! Jest pełno ludzi, dziewczyny panikują, a ja nie wiem, co im mówić!
- Ty tu dowodzisz. - przypomniała z lekką rezygnacją Hanka, zostawiając na chwilę Sylwię w spokoju – Nie oczekuj, że wszystko zrobię za ciebie. Nie będę ci uspokajać modelek. - dodała z niesmakiem.
- Tak, ale one nie wiedzą, gdzie mają stać, gdzie się przygotowywać. Nagle mają masę problemów, których na próbach nie było. - powiedziała Liz w ogóle niezrażona – No chodź, ona przecież sama sobie tu poradzi. Potem przyjdzie tylko na makijaż i po problemie.
- Problem jest znacznie większy, Liz. - oznajmiła Hanka głośno i wyraźnie, żeby Sylwia dobrze ją słyszała – Ona tchórzy i w ogóle nie zamierza wstać, więc wybacz, ale mam tu co robić.
- Wstawaj dziewucho, nie rozwalisz mi wszystkiego! - wrzasnęła Liz, jednym silnym ruchem zrywając kołdrę z głowy Sylwii – Słyszałaś? Nie obchodzi mnie, co ci do tej twojej poczochranej główki strzeliło, ale wyjdziesz dzisiaj na scenę i zaśpiewasz, bo zrobię ci z życia piekło, jasne? - powiedziała z groźnym naciskiem, a po chwili spojrzała z promiennym uśmiechem na nieco zdezorientowaną Hankę – A na ciebie, skarbie, czekam na auli za 10 minut. - i wyszła.
Sylwia jęknęła tylko cicho i schowała głowę pod poduszkę. Coś tam mamrotała, ale Hanka nie mogła jej zrozumieć. Opadła na swoje łóżko z rezygnacją.
- Sylwia, posłuchaj mnie. - odezwała się w końcu całkowicie opanowanym głosem – Nie myśl o tym. Nie myśl o tym, ilu ludzi będzie cię słuchało i nie myśl o tym, jak wielka katastrofa to może być. Po prostu wstań, ubierz się, idź na makijaż i zrób swoje. Nie zastanawiaj się, bo to cię zgubi.
W końcu Sylwia ustąpiła i zaczęła wygrzebywać się z łóżka. Hanka z kolei szybko uznała, że w tym układzie nic już nie powinno dziewczyny zawrócić i jak najszybciej wyszła z pokoju i poszła na aulę. Bynajmniej nie dlatego, że Liz jej kazała. Hanka wiedziała, że Liz nigdy nie interesowała się „szczegółami organizacyjnymi”, a tym samym teraz nie miała pojęcia, co ma mówić wszystkim ludziom z wątpliwościami. Najprościej było tam pójść i dokończyć, co się zaczęło.
Goście powoli zbierali się na sali, ale Hanka nie poświęciła im większej uwagi. Bez wahania skierowała się za kulisy, gdzie z kolei dopadło ją trzydzieści finalistek naraz i naraz zadając pytania, przekrzykując się nawzajem i doprowadzając dziewczynę do bólu głowy.
- Zamknijcie się wreszcie! - wrzasnęła w końcu, niemalże ściągając sobie je wszystkie z głowy – Pierwsza dziesiątka staje tam! Druga tam! Trzecia tam! - powiedziała ze złością, wskazując odpowiednie punkty w pomieszczeniu – W czym jeszcze problem? - zapytała i od razu tego pożałowała, bo w odpowiedzi dziewczyny znów zaczęły się przekrzykiwać – Jak to, gdzie się macie przebierać? - rzuciła z niedowierzaniem, wyłowiwszy to jedno pytanie z przeraźliwego hałasu – Tysiąc razy już wam mówiłam, że przebieracie się w dwóch salach obok auli. - powiedziała przez zaciśnięte zęby.
- Ale strasznie długo zajmuje nam przejście z tych sal tutaj. - odezwała się jedna z dziewczyn, na co Hanka przewróciła oczami.
- I co ja wam na to poradzę? Tutaj nie ma miejsca na przebieranki. - zauważyła ostro, a po chwili dodała, patrząc na buty jednej z finalistek – Przypuszczam, że jak byście ściągały te szpile i ubierały je dopiero tutaj, to przejście byłoby znacznie szybsze.
- Mamy chodzić na bosaka?! - rzuciła z oburzeniem któraś.
- To właśnie powiedziałam. - odparła Hanka z krzywym uśmiechem – A teraz idźcie się przygotować, bo zaraz będziecie marudzić, że nie zdążycie i żeby wam wyczarować więcej czasu. Już!
Mamrocząc pod nosem, ale w końcu się rozeszły, a Hanka mogła sprawdzić, czy wszystko inne jest pod kontrolą. Jedynie stanowisko nagłośnienia omijała szerokim łukiem, nie zamierzając rozmawiać z Williamsem ani na temat pokazu ani na żaden inny. Zwłaszcza na żaden inny.
- Hannah, szukał cię jakiś chłopak. Na auli. - powiedziała jedna z dziewczyn, która miała pomagać za kulisami, zatrzymując Hankę w przelocie.
- Jaki chłopak? - zdziwiła się.
- Bo ja wiem? Nie znam go. - odparła dziewczyna obojętnie – Przystojny. Wysoki. Brunet. - dodała z dziwnym uśmiechem.
- Gdzie on jest? - zapytała Hanka zniecierpliwiona – I czego chce?
- Czeka przy głównym wejściu na aulę. - powiedziała tamta – I chce rozmawiać z tobą. - dodała rzeczowo i po chwili już jej nie było.
Hanka wyszła na aulę, w tłumie kręcących się ludzi próbując dostrzec kogoś, kto pasowałby do opisu koleżanki. Pasował co drugi chłopak na sali, ale żadnego z nich nie znała, więc nie widziała powodu, żeby któryś z nich miał jej szukać. Skierowała się więc do wejścia głównego, wyglądając jakiejś znajomej męskiej twarzy. Zamarła, kiedy z daleka zobaczyła... Josha. Czy to możliwe, że została właśnie wrobiona? Co oni wszyscy sobie wyobrażają? Ale te oburzone rozmyślała urwały się, kiedy zobaczyła, że stojący przy drzwiach Williams z kimś nerwowo dyskutuje. Kiedy podeszła bliżej, zobaczyła z kim tak rozmawiał.
- Austin! - zawołała zduszonym głosem, podbiegła do niego i bez zastanowienia rzuciła mu się w ramiona, zapominając na chwilę, że oficjalnie jeszcze się nie pogodzili.
Pocałowała go najcieplej, jak umiała, zupełnie nie słysząc nawet zgryźliwych komentarzy stojącego obok Josha. Czuła jedynie, jak ręce Austina obejmują ją w biodrach i jak jego wargi odwzajemniają pocałunek. W końcu powoli się od niego odsunęła z wyrazem błogiego uśmiechu na twarzy.
- Mmm, tak powinnaś mnie właśnie witać zawsze. - oznajmił z podobnym wyrazem twarzy, a ona dała mu lekkiego kuksańca w bok.
- Co tu robisz? - zapytała, całkowicie zapominając, że Josh przygląda się im i przysłuchuje z boku.
- Żartujesz? Miałbym ominąć wybory Miss tak niedaleko od domu? - rzucił z niedowierzaniem, obejmując ją mocniej, przysuwając bliżej, żeby móc szepnąć jej do ucha – Możemy gdzieś spokojnie porozmawiać? Z dala od tego palanta? - zapytał, oczami pokazując na Williamsa, a Hanka skinęła krótko głową i pociągnęła go za sobą.
Nie zdążyli jednak dojść w miejsce, o którym Hanka pomyślała, że będzie odpowiednie do tej rozmowy. Ledwo oddalili się nieznacznie od auli, a już biegła za nimi Liz, krzycząc imię dziewczyny. Zatrzymali się odruchowo, mimo że Hanka miała ochotę ją po prostu zignorować.
- Wow. - powiedziała z podziwem blondynka, kiedy wyhamowała przed nimi i zmierzyła wzrokiem towarzysza Hanki, dopiero po chwili otrząsnęła się z wrażenia – Ta twoja dziewczyna nawala.
- Jaka „moja dziewczyna”? - zapytała zmęczonym głosem Hanka.
- Ta od śpiewania. - wyjaśniła Liz.
- Co? Nie przyszła? - rzuciła z niedowierzaniem i złością Hanka, ale blondynka zaprzeczyła ruchem głowy.
- Przyszła. Jest już odpicowana na księżniczkę, ale mówi, że na scenę nie wyjdzie. - oznajmiła Liz rzeczowo – Zrób coś! - dodała po chwili z irytacją, kiedy Hanka nie odpowiadała.
- Rany, Liz, po co się bierzesz za organizację czegokolwiek, skoro wszystko trzeba robić za ciebie? - zapytała Hanka ze złością – Sama coś zrób. To twój konkurs. Od miesięcy ratuję twój tyłek.
- Więc uratuj go po raz ostatni, bo ona nie chce mnie słuchać. Ani prośbą, ani groźbą. Nic nie działa. - powiadomiła sfrustrowana Liz – Potrzebny mi ten występ.
- W tej chwili jestem dość zajęta, jeśli nie zauważyłaś. - powiadomiła Hanka, gromiąc ją spojrzeniem.
- No właśnie zauważyłam. - przyznała Liz, znów zapatrując się w Austina i na chwilę tracąc kontakt z rzeczywistością.
- Cholera, Liz... - zaczęła Hanka wściekle, tracąc już nad sobą panowanie.
- Widzę, że świat się wali bez ciebie. - odezwał się nagle Austin, spoglądając na dziwną znajomą Hanki z lekkim, zdystansowanym uśmiechem – Idź, załatw, co masz do załatwienia. Zaczekam.
Hanka wahała się przez dłuższą chwilę, ale w końcu puściła jego rękę i zwróciła się w kierunku, z którego przyszła do nich Liz.
- Nie ruszaj się stąd. - powiedziała jeszcze na odchodnym do chłopaka – Będę z powrotem dosłownie za chwilę. - zapewniła, a kiedy z wyrozumiałością skinął głową, szybkim krokiem poszła w stronę auli, każąc Liz truchtać za sobą.
Idąc tak, zastanawiała się tylko, na kogo jest bardziej wściekła – na Liz czy na Sylwię? Wpadła za kulisy z takim impetem, że wszyscy na chwilę stanęli, jak wryci. Sylwia sama wyszła jej naprzeciw, a wyraz jej twarzy wyraźnie wskazywał, że zamierzała zacząć jęczeć i marudzić i błagać i użalać się nad sobą, ale Hanka nie pozwoliła jej nawet wydać z siebie dźwięku.
- Co ty wyprawiasz? - zapytała ze złością – Wiesz, kto tu jest? Austin. I wiesz, co właśnie miałam zrobić? Porozmawiać z nim. Właśnie wtedy, kiedy ona przybiegła do mnie i powiedziała, że mówisz, że nie zaśpiewasz! - syknęła Hanka wściekle, wskazując palcem na Liz – Więc bądź tak dobra i wyjaśnij mi, co ty wyprawiasz?! - wrzasnęła, już nawet nie próbując nie zwracać uwagi wszystkich wkoło.
- Ale... - zaczęła Sylwia, ale Hanka przerwała jej jednym gestem.
- Nie, Sylwia. Mam tego dość. - oznajmiła stanowczo – Od rana nic innego nie robię, tylko cię niańczę i mam już tego dość. I wiesz co? Nie chcesz, to nie śpiewaj. - powiedziała ostro, ignorując oburzenie i sprzeciwy Liz, która stała obok – Ile razy można ci powtarzać, że dasz sobie radę i że wszystko będzie dobrze?! Przestań wreszcie asekurować się postawą słabszej, niż jesteś naprawdę i zrób co i jak należy! Albo zamknij się w pokoju i nigdy więcej nie oglądaj ludzi. Tylko się wreszcie zdecyduj i nie zmieniaj zdania co 5 minut! - zawołała i już miała opuścić całe to towarzystwo, kiedy na jej drodze stanęła Liz i miną żądającą wyjaśnień – Zejdź mi z oczu, dziewczyno, bo zaraz stracisz swoje. Przysięgam, że mam ci je ochotę wydrapać, odkąd zgodziłam się pomagać w tym cyrku. - powiedziała ostro, przyciskając palec wskazujący do nieco za dużego dekoltu blondynki – Ale teraz musicie bawić się same, bo ja zamierzam stąd wyjść i ratować mój związek. I nie pokażę się już do końca pokazu, więc nawet nie próbujcie mnie szukać. - i wyszła, nie czekając nawet, aż ktokolwiek jakkolwiek zdąży zareagować.
Chwilę potem stała już z powrotem przed Austinem. Uśmiechnął się lekko, już kiedy zobaczył ją z daleka, jak szła dziwnym, szybkim krokiem, bo chciała biec, ale ból w lewej stopie jeszcze jej na to nie pozwalał. Spoważniał, kiedy stanęła przed nim i popatrzyła mu w oczy.
- Kryzys zażegnany? - odezwał się w końcu, żeby zacząć jakąkolwiek rozmowę.
- Nie było żadnego kryzysu. - odparła – Tylko rozhisteryzowana, stremowana artystka.
- Odezwała się. - zauważył nieco złośliwie – Mam rozumieć, że ty już nią nie jesteś?
- Rozhisteryzowaną? Stremowaną? Czy artystką? - zapytała z rozbawieniem, a po chwili spoważniała i dodała, spuszczając wzrok – Chyba jestem nimi wszystkimi.
- To nic nie szkodzi. - zapewnił spokojnie, ujmując jej twarz w swoją dłoń i unosząc ją tak, żeby na niego spojrzała – Ja chciałbym wiedzieć, czy masz do mnie żal? - zapytał, a ona nieśmiało pokręciła głową – Na pewno? Bo jeśli tak, to teraz jest dobry moment, żeby o tym powiedzieć. Później będzie za późno.
- Nie mam żalu, Austin. - powiedziała cicho – Nigdy bym do ciebie nie napisała w ten sposób, gdybym go miała. - dodała, a po chwili milczenia dodała nieśmiało, ledwo dosłyszalnym szeptem, uciekając wzrokiem – Chcę tylko, żeby było, jak kiedyś.
- Nie sądzę, żeby to było możliwe. - odparł chłopak spokojnie, wzdychając ciężko, podczas gdy jej serce stanęło w miejscu – Ale może może być lepiej. - dodał po chwili pogodnie, uśmiechając się, kiedy dziewczyna niemal natychmiast przeniosła na niego zdumione spojrzenie – Zamierzam zacząć studia tu, na Harvardzie, z tobą. A skoro Wonderman nie żyje, to chyba najgorsze mamy już za sobą, nie uważasz?
- Uważam, że... - zaczęła, a po chwili odwzajemniła uśmiech i skończyła - … lepszy będzie Princeton.